Automatic for the People
Najważniejszy album 1992 i to chyba nie tylko dla mnie. Drive to początek fascynacji alternatywą, ale i powrotem do korzeni (aranżacje klasycznych instrumentów przez John Paul Jones'a). I super hiciory jak MotM i EH, ale i mniej znane (choć singlowe) Nightswimming czy Sidewinder... i niesinglowe(?) i jakoś nieakustycznie odstające Ignoreland... genialna w całości i poszczególnych kawałkach... zresztą to był środek R.E.M.manii, więc każdy to znał... na 25-lecie zrobili wersję Dolby Atmos - ciągle szukam gdzie tego posłuchać...
Adrenalize - nie znałem Def Leppard, dopóki nie zobaczyłem teledysku do Let's Get Rocked. Do tego stopnia mi się spodobało, że całą płytę łyknąłem, z resztą były tam też inne hiciory: Make Love Like a Man czy Have You Ever Needed Someone So Bad... nie znałem jeszcze za dobrze rocka... to było dla mnie odkrycie...
z resztą podobnie jak (co prawda tu jest powrót do '91)
Prisoners in Paradise - z dizeciństwa znałem tylko Final Countdown (ale na pamięć) - pierwszy singiel "I'll Cry for You" (promowany przez 3-kę) wszedł gładko, no i potem tytułowy utwór... uuaaa... z perspektywy to nie jest wielka płyta, ale dla mnie ważna...
Do dziś mam wspomnienie, jak wyciągam mojego Flaminga 2 (rower) i wyjeżdżam z podwórka po dziurach, a na walkmanie leci już All or Nothing...
No to skoro był hard rock z UK (Def) i Szwecji - cóż? (Europe), no to z US musiał być Bon Jovi z "Keep the Faith"
z dzieciństwa pamiętałem, teledysk "Living on a Prayer", że to taki "Final Countdown", ale latają na sznurkach... i tak wolałem Europe... ale o ile ani Def, ani Europe nie nakłoniły mnie do pełnego nawrócenia, to Keep the Faith spowodowało, że potem połknąłem New Jersey, Slippery, solową Young Guns i... potem 2 pierwsze BJ i 7200'F, później jeszcze było These Days ('95) i na tym moja fascynacja Bon Jovi się skończyła... choć wciąż ich bardzo lubię, ale nie miałem czasu na nowsze albumy... a Keep to była nowa fala popularności BJ... z resztą 6 singli z tego albumu? hello?
Google nie proponuje dużo więcej z '92 tylko jeszcze
Pomimo, że nie jestem zagorzałym fanem Claptona, to to Unplugged i Tears zrobiło z niego gwiazdę... zwłaszcza z mojej perspektywy: ja zaczynałem się uczyć brzdąkać, a każdy wtedy grał Tears (to już był okres, że ksera tabulatur krążyły freely)
Unplugged R.E.M. był z '91
https://en.wikipedia.org/wiki/Grave_Dancers_Union
jak przejrzałem https://en.wikipedia.org/wiki/1992_in_music, to jeszcze znalazłem:
https://en.wikipedia.org/wiki/Diva_(Annie_Lennox_album)
https://en.wikipedia.org/wiki/Back_to_the_Light
https://en.wikipedia.org/wiki/Amused_to_Death
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz