piątek, 5 października 2018

1991 - "Waking Up The Neighbours" + reszta '91

miałem pomysł, żeby każdy dzień był kolejnym rokiem z '90, ale pierwsze o czym pomyślałem był Bryan... więc i jest jeszcze dużo albumów z mojej półeczki z '91, więc tylko je wspomnę tu, a może kiedyś coś więcej... (i może obejmę całą dekadę bo pod koniec chyba nie było już tylu kluczowych dla mnie albumów - we'll see):
 - Out of Time - w sumie to była chyba moja pierwsza kaseta kupiona za pieniądze od babci... Losing' i Shiny Happy mnie przekonały jako teledyski - mimo, że nie animowane ;) była na prawdę fatalną podróbą (jeszcze nawet wtedy nie znałem Taktu, króla porządnych piratów :) zdaje się, że szybko mi ja walkman wciągnął i porwał i potem taką sklejoną używałem... poza tym pamiętam, że taśma wyjątkowo jasnobrązowa w porównaniu do innych taśm...
 - obie Use Your Illisions, które miałem w formie 4 kaset (Piotrek miał w takiej formie Greatest Hits II Queen'a) - pudełka była 2x większe (na 2 kasety) - o zawartości można by napisać książkę...
 - miałem tylko wersję przegraną na kasetę Sony, ale do końca nie nagrałem na niej nic innego ;)
 - to retrospektywnie, dopiero jak wyszedł Pop ('97), który też mi się wtedy nie podobał (Discotheque - był pierwszym singlem - heloł?), odkryłem w Achtung najlepszą płytę U2 so far... a w '91 ja dopiero zaczynałem słuchać muzyki i puszczane w MTV The Fly i Even Better w ogóle mi się nie podobały - było dla mnie za wcześnie :) oczywiście było też One, jako trzecie - bardziej klasyczne - załapało od razu...

====

no a teraz o tytułowym Bryanie..

poza oczywistym hiciorem wszechczasów Everything I Do (z ukochanego Robin Hooda) to był jeszcze taki teledysk z delfinami na niebieskiej łące (Thought I'd Die) i niesinglowe Vanishing... ale generalnie wyrównana płyta, nie ma słabszym momentów (jak Vagabond Heart ;) - albo to może tylko mój sentyment... co ciekawe żadnej kolejnej płyty ani Bryana, ani Roda nie przesłuchałem w całości... już byłem gdzieś indziej... generalnie jeśli coś tak bardzo lubiłem to słuchałem całą antologię, ale te są wśród kilku wyjątków - w przypadku Roda nie było szans bo to była jego nasta płyta, ale Bryana była pierwsza, kolejne były takimi samymi sukcesami... ale jednak jakoś nie dla mnie...

środa, 3 października 2018

1991 - "Vagabond Heart"



Dzień 1.

"10 ulubionych albumów wszech czasów, które wywarły wpływ i wciąż powracają na Twoją playlistę, nawet jeśli tylko dla przypomnienia. Każdego kolejnego dnia opublikuj okładkę, bez wyjaśnień... następnie w każdym poście nominuj osobę żeby zrobiła to samo"

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10156682205339725&set=a.10150134421524725&type=3

https://en.wikipedia.org/wiki/Vagabond_Heart

na FB nie mogę komentować, to tu:

Oczywistym wyborem było by Abbey Road, ale stwierdziłem, że przyjmę taki klucz:
chronologicznie: Okładki, które pojawiały się u mnie po kolei na półce i na prawdę "ważyły"...

Ta płyta zdefiniowała jak pojmuję R'n'R - na prawdę... to pierwsza płyta w moim dorosłym życiu muzycznym, które zaczęło się w '91 (wcześniej Majka Jeżowska, Dyskoteka Pana Jacka, Antkowiak, Samośpiew, itp...) A czemu ta okładka zawitała na moją półkę? Przez ten teledysk...


...który oglądałem na MTV (wtedy jedyny kanał muzyczny) przez dopiero co zakupioną w naszym domu antenę satelitarną. 1991. To była większa rewolucja niż internet. A czemu akurat ten teledysk? A wspominałem, że zanim pochłonęła mnie muzyka i komputery, to chciałem być rysownikiem u Disneya?

P.S. pisząc krótko o Out of Time w następnym poście: ta taśma mi się nie porwała, ale nosząc ją luzem w kieszeni kaseta się połamała. Wziąłem więc inną kasetę (miałem wtedy dużo kaset z grami Atari, a muzycznych zbieranie dopiero zaczynałem) i przełożyłem taśmę i długo jeszcze używałem w tej formie... - wtedy jeszcze kasety były skręcane, później zdaje się już tylko klejone...